Rowerzysto, zerwij sobie jabłko z drzewa

0

Niedawno kolega „masy” zaprosił mnie na rower. – Wpadnij koniecznie, będzie prezydent – powiedział. Prezydent na rowerze? Takiej okazji nie można przepuścić.

Po pracy więc wsiadam na rower i – zamiast do domu – jadę na miejsce spotkania. Faktycznie, jest prezydent miasta, kilka VIP-ów i paru dobrych znajomych z masy krytycznej. W sumie gdzieś ze dwadzieścia osób. Atmosfera zupełnie luźna, prezydent w dżinsach i na rozklekotanym rowerze w kolorze lila… Co jest? Facet chce nabić punków? Przecież do wyborów jeszcze kawał czasu! Jedziemy. Mijamy dworzec kolejowy, park koło filharmonii, przejeżdżamy kładką nad ruchliwą dwupasmówką i dojeżdżamy do niedawno oddanej drogi rowerowej…

Bez paniki! Tym razem to nie Częstochowa. To Essen w zachodnich Niemczech. Prezydentem (albo jak kto woli – burmistrzem) jest tu Rolf Fliss – zapalony rowerzysta, a powodem wycieczki nie są wybory i chęć przypodobania się cyklistom, tylko pomysł budowy „rowerostrady” o długości 60 km, która połączyć ma miasta Zagłębia Ruhry, a jej spory fragment w Essen jest już prawie gotowy. Wiem, brzmi jak opowieść sine fiction. Ale posłuchajcie dalej.

Droga biegnie nasypem, gdzie dawniej jeździła kolejka wąskotorowa. Nawierzchnię utwardzono, zbudowano podjazdy dla rowerów, ustawiono drogowskazy i całość połączono z miejskim systemem dróg rowerowych. Z jednej strony działki, z drugiej ogrody i dalej zabudowania kliniki uniwersyteckiej. Co kilkadziesiąt metrów ławki, a co kilkaset – punkty widokowe z rowerowymi stojakami, tablicami informacyjnymi i… to nie żart – drzewami owocowymi! Wzdłuż trasy bowiem posadzono jabłonie i grusze, aby rowerzyści mogli zadbać nie tylko o swą tężyznę fizyczną, ale i o podniebienie. A że Zagłębie Ruhry jest najbardziej zurbanizowanym obszarem w Europie, dla wielu mieszczuchów jest to jedyna okazja, żeby poczuć smak jabłka zerwanego prosto z drzewa i to w środku 600-tysięcznego miasta!

Nie jest to zresztą jedyny pomysł na przybliżenie mieszkańcom Essen natury. Prowadzący wzdłuż trasy rowerowej kanał w wielu miejscach przypomina bardziej mirowski przełom Warty w miniaturze, niż ściek jakim był w rzeczywistości przez wiele lat. A to za sprawą programu „deszczówka do rzek”, w którym miasto uczestniczy od 2005 roku. Jego celem jest przywrócenie naturze dorzecza Emscher – rzeki, którą jeszcze 20 lat temu zwano kloaką Zagłębia Ruhry. Jak widać program przynosi pierwsze efekty. Ale to historia na inną opowieść…

Ruszamy w dalszą podróż. Po niespełna kwadransie docieramy do miejsca, gdzie wąskotorówka kończyła swój bieg i „przesiadamy się” na Rheinische Bahn, czyli drogę rowerową na dawnym szlaku Kolei Reńskiej. Wysokie, szerokie nasypy i kolejowe wiadukty przebudowano na potrzeby rowerzystów. Zamiast kolejowych szyn – asfalt, zamiast bocznic – zieleń i tylko pordzewiałe semafory i zwrotnice przypominają dawną funkcję tego szlaku. Co jakiś czas łagodny zjazd szerokim łukiem prowadzi do mijanego osiedla – dawnych familoków – dziś przerobionych na luksusowe mieszkania nieprzypominające ciemnych klitek z początku ubiegłego wieku…

Tak docieramy do właśnie założonego Parku Kruppa i nowej imponującej siedziby tego koncernu. Naturalnie i tu nie zapomniano o rowerzystach! Mimo to „nie udało się uratować jednego z wiaduktów kolejowych” – z żalem mówi burmistrz Fliss. Rowerzyści muszą więc korzystać ze skrzyżowania… Z tego powodu ubolewa też dr Rainer Ambrosy – kanclerz Uniwersytetu Duisburg-Essen. Może uda się wiadukt kiedyś odtworzyć? Studentom będzie wygodniej jeździć na zajęcia… Zielone światło na skrzyżowaniu przerywa te dywagacje. Jesteśmy znowu pod uniwersytetem, skąd wyjechaliśmy dwie godziny temu. Przejechaliśmy szesnaście kilometrów drogami rowerowymi, o jakich w Częstochowie możemy tylko pomarzyć. Szesnaście z sześćdziesięciu, jakie powstaną, żeby połączyć miasta Zagłębia Ruhry…

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

O funkcjonariuszach na rowerach

0

Wiceszef śląskiej policji, młodszy inspektor Zbigniew Klimus, wrócił niedawno ze szkoleniowego wyjazdu do Holandii i obwieścił, że policjant na rowerze to fajna sprawa.

Nadkomisarz Dawid Kaszuba, naczelnik wydziału prewencji śląskiej policji, chce, żeby patrole rowerowe pojawiały się w parkach, przy blokowiskach, wokół zbiorników wodnych. Komenda wojewódzka już rzuciła się, by opracowywać schemat szkolenia dla członków nowych patroli. Jeszcze przed wakacjami poprowadzą je funkcjonariusze, którzy byli na kursie w Holandii. Priorytetem będzie nauka jazdy, szczególnie w mieście. Komenda szuka też pieniędzy na kupno rowerów i kasków dla policyjnych cyklistów. Kierownictwo śląskiej policji będzie musiało uzgodnić z komendą główną wzór umundurowania dla funkcjonariuszy na rowerach. Z tego ponoć powodu patrole pojawią się dopiero wiosną przyszłego roku. W przyszłości rowerowi policjanci mają patrolować tereny od Jury po Beskidy.

Jak widać, rower to chwytliwy temat, także w kręgach policyjnych. Czy jednak akcja szefów śląskiej policji to nie szukanie medialnego poklasku w sezonie ogórkowym? Wszak już sześć lat temu zaproszeni do Częstochowy holenderscy policjanci pokazywali nam zalety jeżdżenia rowerem. Nico van Ooik z policji regionu Hollands Midde uświadamiał wówczas swym częstochowskim kolegom, że w jego ojczyźnie na rowerach jeżdżą głównie policjantki. Nie łapią przestępców, ale gdy zauważą coś niepokojącego, meldują do oficera dyżurnego, który wysyła odpowiednie siły. Patrole rowerowe szybko się przemieszczają, sprawiając wrażenie, że policji jest dużo i wszędzie. Zachwytów nad holenderskim wzorcem policjanta rowerzysty było co niemiara, tyle że nic nam się z tego nie urodziło.

Dziwię się, ze komendanci ze śląskiej policji głowią się, w co ubrać funkcjonariuszy. Wszak wystarczy zapytać, jak to robią w Lublinie. Tam po raz pierwszy policjanci wyjechali na rowerowe patrole w 2002 roku. Od tamtego czasu w sezonie wiosenno-letnim dbają o bezpieczeństwo w parkach, na ścieżkach rowerowych, w pobliżu akwenów wodnych. W połowie maja do patrolowania ulic na rowerach ruszyło sześciu funkcjonariuszy, w tym jedna kobieta. – Patrol rowerowy jest bardziej mobilny niż patrol pieszy. Policjanci na rowerach w ciągu krótszego czasu są w stanie sprawdzić większy teren. Mogą się przemieszczać wąskimi uliczkami, przez które nie przejedzie radiowóz – wylicza Anna Smarzak z KWP w Lublinie. Czy tam policjanci pedałują po cywilu? Można sięgnąć też do doświadczeń częstochowskiej straży miasta. W 1999 roku strażnikom kupiono pierwsze rowery. – Patrole pojawią się na Błesznie Starym, we Dźbowie, Gnaszynie, Mirowie i na Północy: w parkach, na łąkach i na bezdrożach. Dojadą tam, gdzie auto albo by nie dojechało, albo uległo szybko zniszczeniu. Będą to dwa zespoły po sześciu strażników wymieniających się zmianowo rowerami. Ich posterunki z czteroosobową obsadą znajdą się na Północy, na ulicach Wręczyckiej i Orkana. Będą czynne od kwietnia do października, w zależności jednak od warunków pogodowych – snuł plany Marian Budziński, zastępca komendanta. A dziś? Straż miejska w Częstochowie dysponuje sześcioma rowerami, które wykorzystywane są w placówkach przy ulicach Dekabrystów i Orkana. – Rowery zdają egzamin – przekonuje Artur Kucharski z SM. – Strażnicy patrolują na nich głównie te miejsca, gdzie trudniej wjechać samochodem. Funkcjonariusze patrolują również szlaki uczęszczane przez rowerzystów. Patrole rowerowe realizują też skargi zgłaszane przez mieszkańców, które dotyczą m.in. kontroli posesji: sprawdzanie umów na wywóz nieczystości, sprawdzanie szczepień psów. Kto widział ostatnio rowerowych strażników na naszych ścieżkach, polach czy choćby parkach podjasnogórskich? Bo ja raz – w okolicach ul. Małopolskiej.

Nie ma się co łudzić, mundurowy na rowerze to nadal egzotyczny widok. Marian Kotarski, były policjant i jeden z najznamienitszych w Polsce turysta i miłośnik roweru, dziesięć lat temu na naszych łamach wieszczył: – Jestem zwolennikiem rowerów, ale uważam, że w naszych realiach nie jest to odpowiedni pojazd dla policjanta.

Na razie jego słowa się sprawdzają.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Felieton: Władza wie, co robi i wara

0

Budowa drogi rowerowej na Jagiellońskiej nie po raz pierwszy pokazała, że rower nie jest i pewnie jeszcze długo nie będzie postrzegany w Częstochowie jako poważny środek lokomocji. Nie mam tu na myśli wyłącznie partactwa budowlanego, ale podejście władz do środowiska częstochowskich rowerzystów, których opinię zupełnie zlekceważono, a krytykę ewidentnych niedoróbek, zamiast potraktować jako początek merytorycznej dyskusji, przyjęto w iście peerelowskim stylu – władza wie, co robi i wara!

Szkoda, bo po konsultacjach społecznych dotyczących ruchu rowerowego w Alejach wydawało się, że dialog jest możliwy. Tymczasem przy okazji inwestycji na Jagiellońskiej przepaść między magistratem a rowerzystami okazała się dużo głębsza niż można było sądzić.

Jak zareagują rowerzyści? Częstochowska Masa Krytyczna i Śląska Inicjatywa Rowerowa zwarły szeregi. Napisały do magistratu pismo z protestem przeciwko tworzeniu pseudodróg rowerowych, pod którym podpisało się ponad sto cyklistek i cyklistów. Powstała też szczegółowa dokumentacja pokazująca fuszerkę przy Jagiellońskiej. Tak jak wcześniejszy raport o stanie dróg rowerowych, zostanie ona przesłana prezydentowi Matyjaszczykowi i częstochowskim radnym oraz, tym razem także – marszałkowi województwa. Budowa drogi rowerowej na Jagiellońskiej jest bowiem częścią projektu pod nazwą: „Budowa nowoczesnego systemu transportu zbiorowego w Częstochowie – rozbudowa infrastruktury tramwajowej, drogowej i pasażerskiej dla obsługi osiedli: Wrzosowiak, Raków i Błeszno”, w 85 procentach finansowanym przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego.

Marszałek nie może co prawda zmusić częstochowskiego magistratu do rozpoczęcia dialogu z organizacjami społecznymi, ale może zainteresować się jak spożytkowane są niemałe przecież pieniądze, które województwo przeznaczyło dla Częstochowy. I nawet jak „ekipa rządząca” usunie wszystkie usterki na Jagiellońskiej, niesmak pozostanie, a nam wszystkim przyjdzie jeszcze długo płacić rachunek za urzędniczą nieudolność i arogancję.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Przedszkolaki udały się do lasu po naukę

0

Na dwóch lub trzech kółkach – jak kto umie. A jak nie umie – to pieszo… Taka zasada obowiązywała uczestników Rowerowego Rajdu Przedszkolaków, które w piątek zorganizowało Miejskie Przedszkole Integracyjne nr 43.

Przedszkolaki na trasie

Rano z ul. Czecha na Północy wyruszyła ponad setka dzieci. Najmłodszy rowerzysta: 3,5-letni Dominik był tak skoncentrowany na prowadzeniu pojazdu z dodatkowymi kółkami, że zapytany o wiek, nie mógł sobie przypomnieć. Wszyscy – mali i duzi – ubrani byli wzorowo w odblaskowe kamizelki i kaski. – A jakże by inaczej – stwierdziła Brygida Bieda, dyrektorka przedszkola, która sama wyposażona była w kompletny strój rowerowy i pilnowała porządku w peletonie. – Mamy też opiekę ratowników medycznych na rowerach oraz policji – podkreśliła.

Przedszkolaki oraz zaproszeni uczniowie z Zespołu Szkół Specjalnych nr 45 dotarli do Lasku Aniołowskiego, gdzie czekały na nich kolejne atrakcje. – Zabawy i konkurs z wiedzy o ruchu drogowym – mówiła Wioletta Socha, przedszkolny muzykolog, ale też wielbicielka jednośladów. Konkurs przeprowadzili policjanci z drogówki. Do towarzystwa wzięli nawet służbowego psa, który u dzieciaków wzbudził najwięcej „ochów” i „achów”.

To była już dziewiąta edycja imprezy. Za jej sprawą dzieciaki mają poznawać podstawową wiedzę z zakresu ruchu drogowego oraz rozsmakować się w aktywnym spędzaniu wolnego czasu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Pijany kierowca zabił rowerzystę. Grozi mu do 12 lat więzienia

0

Sąd aresztował w czwartek na dwa miesiące 56-letniego kierowcę, który po pijanemu potrącił rowerzystę. 22-letni mężczyzna osierocił miesięczne dziecko

Do wypadku w Bogusławicach (gm. Kruszyna) doszło we wtorek wieczorem. 22-letni rowerzysta wracał do domu z pracy. Uno najpierw uderzyło w niego, potem w ogrodzenie, w końcu przewróciło się na bok. Kierowca, który po wypadku zasłabł, został odwieziony do szpitala. Miał 2,5 promila alkoholu w organizmie.

Po wytrzeźwieniu i badaniach w szpitalu wczoraj został przesłuchany przez prokuratora. Przyznał się częściowo do zarzutu spowodowania pod wpływem alkoholu śmiertelnego wypadku. Twierdził jednak, że jechał z niewielką prędkością i to po drodze, która zna na pamięć – zrzucając częściowo winę na ofiarę wypadku.

- Dla nas jego wyjaśnienia są niewiarygodne. Biorąc pod uwagę choćby uszkodzenia samochodu trudno uwierzyć, że samochód jechał z małą prędkością – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Romuald Basiński.

Wczoraj mężczyzna aresztowaniu na dwa miesiące. Jak ustaliliśmy, już wcześniej siadał nietrzeźwy za kierownicą, ale udawało mu się unikać kontroli policyjnych. – Zadziwiające, że nikt z krewnych, czy znajomych nie reagował. We wtorek też nie pił alkoholu sam – mówi prok. Basiński. W najbliższym czasie prokuratura złoży wniosek o badania psychiatryczno-psychologicznie 56-latka.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

List: Ścieżki knocą także w Kłomnicach

0

Problem ścieżek rowerowych, które zmieniają kolor przy posesjach na czarne (asfalt na wjeździe lub inny kolor kostki) nie jest problemem tylko w Częstochowie.

Gmina Kłomnice – prawdopodobnie za pieniądze z UE też tak zbudowała chodniki w Kłomnicach na ul. Częstochowskiej. Występuje więc taka sama sytuacja jak w Częstochowie, iż z infrastruktury wynika, jakby to rower miał ustępować pierwszeństwa skręcającemu pojazdowi.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Trzej muszkieterowie

0

Pierwszy zaczął od pożyczania rowerów – bez wiedzy właścicieli. Ale je oddawał. Został policjantem. Drugi dał z roweru pięknego kozła, zarył twarzą w piach i poleciał płakać do mamy. Dziś jeździ tylko na dwóch kółkach. Trzeciego na siodełko wsadzili uczniowie

Paweł Szubert

Wczoraj ukazał się pierwszy z trzech rowerowników „Gazety”. W dodatku zaczyna się akcja „Cała Polska na rowery”. Czyli dwa kółka to teraz gorący temat. Komu trochę kombatanckich wspomnień?

Turystyczna wyścigówka

Marian Kotarski z Myszkowa od 1972 roku jeździ na tym samym rowerze. To turystyczna wyścigówka Albatros z fabryki w Bydgoszczy, pierwszy rower kupiony za własne pieniądze. W 1971 r. pan Marian zobaczył go gdzieś na trasie, naszukał się potem takiego samego, aż wreszcie rok później znalazł w sklepie w Myszkowie. Ma go do dziś, wciąż oryginalnie niebieski, ale już sześcio- nie trzytrybowy, z nowymi hamulcami i nowym licznikiem. Poprzedni licznik był enerdowski, ale kiedy pan Marian odchodził na emeryturę z komendy policji w Częstochowie, gdzie był rzecznikiem prasowym, dziennikarze dali mu w prezencie licznik elektroniczny, pewnie z Azji rodem.

- Dopiero ze dwa lata temu zauważyłem, że pompka rowerowa służąca mi od lat, którą kupiłem jeszcze w Czechosłowacji, przekonany, że to tamtejszy wyrób, została wyprodukowana w Polsce.

Rower i jego właściciel mieli ze sobą tylko piękne przygody, Albatros ani raz nie zawiódł, toteż pan Marian nigdy nie zerkał ku innym modelom, nie kusiły go BMX-y i „górale”. – Zwiedziłem na nim prawie całą Polskę i pewnie ze 20 innych krajów – opowiada pan Marian. – Jeżdżę prawie codziennie, a na dłuższe trasy wybieram się razem z klubem rowerowym przy spółdzielni mieszkaniowej w Myszkowie.

W wakacje pan Marian zbierał znajomych, wsiadali w samochód i nim jechali do miejsca docelowego, z rowerami na dachu auta. Potem ściągali je i buszowali przez kilka dni po Portugalii czy Belgii.

Rowerowego bakcyla pan Marian połknął w dzieciństwie. – Ojciec pracował na Opolszczyźnie jako zawiadowca na kolei. Mieszkaliśmy w budynku stacyjnym, miałem wtedy cztery czy pięć lat – wspomina. – Stacja była dość daleko od miejsc zamieszkanych, toteż ludzie codziennie dojeżdżali do niej na rowerach, zostawiali je przy budynku i przesiadali się na pociąg, by dojechać do pracy. I ja – wstyd się przyznać – podbierałem te zaparkowane rowery. Tak się nauczyłem jeździć.

W latach 50. ojciec pana Mariana dostał w pracy talon na rower marki Pafaro Pozwalał na nim jeździć synowi. Pan Marian z kolei na pierwszy rower dla swojego syna wybrał składak Wigry. Właśnie na nim syn (miał wtedy siedem czy osiem lat) towarzyszył ojcu na I Centralny Zlot Rowerowy w Rybniku. Na wędrówki rowerowe ojciec zabierał też córkę Agnieszkę; miała własną wyścigówkę, „eskę”. Teraz zabiera jej 13-letniego syna Damiana.

Rodzina i znajomi przy różnych okazjach obdarowują pana Mariana gadżetami rowerowymi. Dostał mapnik do montowania na kierownicy, choć czytanie mapy podczas jazdy sprawia mu problemy: musi wtedy zdjąć okulary, a żeby widzieć drogę – założyć je. Na półce za szkłem trzyma kolekcjonerski, miniaturowy model roweru Giant. Jest też obdarowywany książkami o turystyce rowerowej. A w tym roku, niedawno, wydał własną – historię turystyki kolarskiej.

Góral

Paweł Szubert z Częstochowy miał – dla odmiany – rowerów aż pięć. Pierwszy – od rodziców, mały, dziecięcy, na którym zjeżdżał z górki usypanej pośrodku podwórka. Zaliczył sporo przewrotek, raz nawet zarył całą buzią w piach. Ale nauczył się jeździć.

Jego pierwszy poważny rower to „góral” kupiony przed komunią albo tuż po niej. Miał 24-calowe koła, był więc prawie dorosły. Ale całkiem dorosły, bo z 26-calowymi kołami był następny pojazd. Właściciel eksploatował go tak intensywnie, że rower poległ ze zużycia. – Wtedy zacząłem pożyczać rower od brata – opowiada pan Paweł. – Jego nie bardzo ciągnęło do jazdy, więc prosiłem: pożycz. W końcu przejąłem go na własność.

Tym właśnie rowerem brata pan Paweł zaczął jeździć na pierwsze masy krytyczne w Częstochowie. I wtedy uznał, że przydałoby mu się coś lepszego: rower brata był ciężki, bo na metalowej ramie, ze starymi przerzutkami i hamulcami. Dlatego dwa lata temu, za pierwszą wypłatę pan Paweł sam sprawił sobie „górala”. Na nim jeździ do dzisiaj, codziennie (no, odpuszcza w największe śniegi i mrozy). Fakt, na ulicach góral ze swoimi szerokimi oponami sprawdza się gorzej niż na Jurze. Ale na razie musi wystarczyć. – Częściej teraz jeżdżę po mieście, bo na rekreacyjne wyprawy turystyczne mam coraz mniej czasu – opowiada 24-letni cyklista. – Przydałoby mi się coś na cieńszych oponach, do asfaltu.

Przy czym pan Paweł podkreśla, że jest aktywnym użytkownikiem roweru, ale nie fanatykiem. – Na sprzęcie rowerowym zupełnie się nie znam. Słyszę czasem, jak inni dyskutują o szczegółach technicznych przerzutek albo o suportach – i nie ma pojęcia, o czym mówią. Jeżeli coś mi się w rowerze zepsuje, odstawiam go do serwisu. I problem ma z głowy.

Największe szaleństwo? Rok czy dwa temu dowiedział się o festiwalu muzycznym w Czerwionce-Leszczynach za Gliwicami. Miały grać jakieś znane zespoły. Szybko podjął decyzję. – W sobotę o siódmej rano byłem już na rowerze. Dojechałem na miejsce w sam raz, żeby zdążyć na występy, które zaczynały się o godz. 16. Bawiłem się świetnie, tyle że o godz. 1 impreza się skończyła i dotarło do mnie, że mamy środek nocy, ciemno, a ja jestem z rowerem w nieznanej mi miejscowości. Nie miałem jednak wyjścia – pojechałem na rowerze do Gliwic, choć było trochę strasznie. W Gliwicach na dworcu kolejowym wszedłem do kafejki internetowej i tam poczekałem, aż trochę się rozwidni. Wtedy dopiero ruszyłem do domu. Przyjechałem o godz. 8, czyli po 24 godzinach, z czego połowę spędziłem na rowerze. Kolejne 12 godzin odsypiałem (z nogami, choć było ciężko, nie miałem większych problemów). Wtedy decyzję o wyjeździe podjąłem spontanicznie; pewnie – gdybym się dłużej zastanawiał – raczej bym nie pojechał w taką trasę.

Rower trekkingowy

Marek Podgórski też jest z Częstochowy i na poważnie turystyką kolarską zaczął się interesować dopiero pod wpływem uczniów LO im. Traugutta, gdy zaczął tam pracę pedagoga. – Wcześniej wcale mnie do kolarstwa nie ciągnęło, nawet nie miałem roweru – opowiada. – Jako dziecko, owszem: najpierw czterokołowca, potem składak „komunijny”. Ale nie wybierałem się dalej niż okolice domu. Aż tu uczniowie namówili mnie na wycieczkę rowerową. To było sześć, może siedem lat temu. Musiałem cos kupić, więc po prostu wszedłem do sklepu rowerowego i wybrałem jednego „górala”, bo był ładny i w przystępnej cenie. I pojechaliśmy.

Z czasem pedagog z „Traugutta” przekonał się, że nie wybrał najlepiej: jego „góral” miał za małą ramę, źle się na nim jeździło, bolały plecy. Sprawił go więc komuś mniejszemu, a sam – po lekturze stron fachowych w internecie i sprawdzaniu wielkości ram – kupił sobie nowego „górala”.

- Ale nie przygotowywałem się do zakupów jakoś przesadnie. Poszedłem do sklepu najbliżej domu. Wiedziałem, czego chcę, doradziłem się jeszcze sprzedawcy…- opowiada pan Marek.

Dziś ma dwa rowery. Ten drugi – trekkingowy – kupił, bo nie mógł mu się oprzeć. – Zobaczyłem go gdzieś i dostałem bzika na jego punkcie. Szukałem go na Allegro, dzwoniłem do przedstawicieli producenta. I nie mogłem namierzyć, bo to już była jesień i „nakład” się wyprzedał. Wreszcie znalazłem w Tarnowskich Górach.

Pan Marek rowerem trekkingowym jeździ po mieście i drogach asfaltowych, a górskim po Jurze. Obu używa tylko do rekreacji; do pracy wozi go samochód. W sezonie robi 2-3 tys. km. – Niedużo – ocenia. – Głównie podczas weekendowych wycieczek. W zawodach nie startuję. Rekordy? Udało mi się podjechać na Gubałówkę od strony Doliny Chochołowskiej – 16 km. Było bardzo ciężko, z każdym metrem coraz ciężej. Ale za to zjazd – sama przyjemność: 16 km bez pedałowania.

Pan Marek nie jest maniakiem sprzętowym. Ale raz zafundował sobie gadżet – GPS. – Śmieją się, że tak z nim jeżdżę, a ja go sobie chwalę – przyznaje. – Kiedyś chciałem na tyle poznać teren dawnego województwa częstochowskiego, żeby się po nim poruszać bez mapy. Udało się. Ale że trudno jeździć w kółko do Olsztyna, zapuszczam się coraz dalej. I wtedy GPS bardzo się przydaje. Mogę wjechać np. do lasu bez martwienia się, jak stamtąd wyjadę. Zwłaszcza że jest rowerzysta z Panek (używa nicku KSW), który na częstochowskim forum rowerowym rower.czest.pl publikuje mapy GPS po naszym kawałku województwa. I ciągle je aktualizuje. Ogromny szacunek dla niego za to…

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Motocykle i rowery niech jadą Alejami śmiało

0

Motocykle będą mogły jeździć Alejami całą dobę, a rowerzyści nie tylko jezdniami, ale także środkowym pasażem – zdecydował prezydent Krzysztof Matyjaszczyk.

Decyzja jest konsekwencją konsultacji społecznych, które magistrat przeprowadził na wniosek radnego Marcina Marandy (Wspólnota), choć efekt nie do końca jest po myśli pomysłodawcy.

O konsultacje motocyklowe Maranda apelował po zniesieniu zakazu wjazdu dla motocykli przez poprzedniego prezydenta Piotra Kurpiosa. Z tym że w godzinach nocnych motocykle dalej nie mogły się w Alejach pojawiać, a teraz to ograniczenie prezydent Matyjaszczyk znosi.

- Motocykle będą mogły poruszać się w Alejach bez ograniczeń czasowych, zgodnie z obowiązującymi przepisami – informuje Agata Wierny z Biura Inicjatyw Lokalnych i Konsultacji Społecznych. – Jest to rozwiązanie zgodne z tendencją światową do korzystania z mniejszych pojazdów ze względu na ograniczoną liczbę miejsc parkingowych. Poprawia wizerunek Częstochowy jako miasta nowoczesnego, przyjaznego dla różnych środków transportu. Za wyborem tego wariantu przemawia fakt, że od 1 września ubiegłego roku policja nie odnotowała skarg na zachowania motocyklistów.

Natomiast dopuszczenie jazdy rowerem po środkowym pasażu jest usankcjonowaniem praktyki i zwyczaju niezgodnego z obowiązującymi do tej pory przepisami. Wierny przypomina, że w ciągu ostatnich miesięcy policja nie odnotowała w Alejach żadnych incydentów z udziałem rowerzystów, a korzystanie ze wspólnej przestrzeni przez pieszych i rowerzystów powinno wzmagać ostrożność wśród wszystkich uczestników ruchu. Zgodnie z Kodeksem drogowym rowerzysta, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest zobowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym. Doświadczony rowerzysta, który roweru używa nie tylko dla rekreacji, ale przede wszystkim jako środka transportu, będzie mógł poruszać się po jezdniach.

Mimo zezwolenia na jazdę środkowym pasażem przez skrzyżowania rowerzysta będzie musiał przeprowadzać swój pojazd. Wyznaczenie oficjalnego przejazdu wymaga bowiem zmian w sygnalizacji świetlnej, czego nie warto robić, skoro i tak jest to ujęte w projekcie przebudowy głównej ulicy. Remont Alej ma być prowadzony po zakończeniu robót na pl. Biegańskiego w latach 2012-2013.

Oznakowanie w Alejach zgodne z nowymi zasadami zostanie ustawione za kilka dni.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Rowerem po reducie

0

Około 200 rowerzystów w ponad 30-stopniowym upale zmagało się wczoraj ze swoimi słabościami podczas Rajdu Rowerowego „Szlakiem 7. Dywizji Piechoty”

Pomysł na takie spędzenie Dnia Dziecka zrodził się w głowach nauczycieli Zespołu Szkół Technicznych przy al. Jana Pawła II i Zespołu Szkół Samochodowo-Budowlanych przy ul. Augustyna. – Zależało nam przede wszystkim na przywróceniu pamięci współczesnych mieszkańców Częstochowy linii obronnych miasta z września 1939 roku – mówi Rafał Piotrowski, jeden z inicjatorów rajdu i nauczyciel ZST.

Już dwa tygodnie temu młodzież ze szkół organizatorów zabrała się za posprzątanie i częściowe odmalowanie kilku spośród zachowanych schronów bojowych częstochowskiej 7. Dywizji Piechoty.

Uczniowie zamalowali wulgarne napisy, oczyścili ze śmieci i niebezpiecznych przedmiotów wnętrza schronów oraz najbliższą okolicę wokół nich, dzięki czemu łatwiej wyobrazić sobie warunki, w jakich wrześniowym piechurom przyszło stawić opór hitlerowcom. Aby silniej podziałać na wyobraźnię uczestników rajdu, wokół jednego ze schronów stojącego w okolicy cmentarza komunalnego pojawili się polscy piechurzy. Konkretnie członkowie Stowarzyszenia Historycznego „Reduta Częstochowa”. Kilku z nich ubranych i uzbrojonych w przepisowe mundury walczyło nie tylko z wyimaginowanym wrogiem, ale przede wszystkim z potwornym upałem, jaki wczoraj w południe doskwierał niemiłosiernie. Bluza mundurowa, spodnie wykonane z grubego sukna i hełm powodowały, że nie była to łatwa sztuka. Członkowie Reduty Częstochowa prezentowali także wyposażenie i uzbrojenie. Część z nich to oczywiście oryginały, ale głównie broń to dzieła samych amatorów rekonstrukcji, m.in. pięknie wykonana nasza polska cudowna broń września – karabin przeciwpancerny, który, rzecz jasna, tylko wyglądem przypomina dawną broń, bo sam nią nie jest. Zapał miłośników historii najlepiej oddaje fakt, że nawet okulary korekcyjne u jednego z szeregowych pochodziły z lat 30.

- Liczę na to, że za rok powtórzymy rajd i wejdzie on na stałe do kalendarza ciekawych imprez w mieście – mówi Piotrowski.

Na początek do wspólnej wycieczki dał się namówić senator Andrzej Szewiński, który na trasę wybrał się z kilkuletnim synkiem.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Śmierć rowerzysty

0

Rowerzysta zginął we wtorek ok. godz. 21.40 w Bogusławicach.

Według wstępnych ustaleń policji 22-latka jadącego na rowerze (mieszkańca powiatu częstochowskiego) potrącił nietrzeźwy kierowca fiata uno. 22-latek zginął na miejscu. 56-letni kierowca został zatrzymanym. Miał prawie 2,5 prom. alkoholu.

Grozi mu do 12 lat więzienia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Idź na górę